Śladami pana Balcera. Marek Kondrat
Kiedy w ubiegłym roku na Vinexpo zobaczyłem okazały pawilon z winami z Brazylii, zarejestrowałem to jako ciekawostkę, ale przez myśl mi nie przeszło, że osiem miesięcy później będę odwiedzał ten kraj i kosztował tamtejsze wina. A jednak!
W świat winiarski Brazylii wprowadzała mnie przemiła Andrea Gentile Milan, szefowa marketingu Ibravinu – organizacji oficjalnie wspierającej wina brazylijskie za granicą, i Marek Bińczyk, mój przyjaciel i winny guru, z którym odbyłem moją pierwszą wyprawę winiarską w 1997 r., do Bordeaux. Choć w założeniu wyjazd do Brazylii miał mieć charakter czysto poznawczy, za przyczyną ujrzanych okoliczności oraz wyjaśnień i komentarzy moich mentorów dość szybko zacząłem dostrzegać szersze możliwości. Przede wszystkim zweryfikowałem swoje pojęcie o Brazylii jako kraju. Pelé, samba, Copacabana to oczywiście naturalne nasze skojarzenia, zresztą, jak ze śmiechem przyznała Andrea, to pierwsze co przychodzi do głowy 85 proc. ludzi na świecie. Ale Brazylia to także kraj wielkości kontynentu (niedużo mniejszy od Europy), z młodą ekspansywną populacją i dynamicznie rozwijającą się gospodarką. I kraj winiarski, z roczną produkcją
2,3 mln hl, co lokuje go na piątym miejscu na południowej półkuli. Główny region winiarski Brazylii, Serra Gaúcha (90 proc. ogólnej produkcji), leży dwie godziny jazdy samochodem na zachód od Porto Alegre. Gdyby nie rosnące od czasu do czasu kilkunastometrowe araukarie i palmy, krajobraz tamtejszy niewiele by się różnił od północnych Włoch, łagodnie pofałdowany, kipiący zielenią. Klimatycznie region też jest zbliżony raczej do Europy niźli tropików: wprawdzie nie występują w nim mroźne zimy (średnia temperatura w zimie wynosi ok. 12 st. C), ale w lecie upałów nie ma – średnia 23 st. C, a suma opadów, choć stosunkowo wysoka (1700 mm), i tak jest niższa niż w hiszpańskim Rias Baixas. W XIX w. region ten był miejscem masowej emigracji z Europy, głównie włoskiej z północy (co nie dziwi), ale także niemieckiej i polskiej. Wpływu osadników europejskich nie da się przecenić. Widoczny jest on w każdym miejscu: przy zabudowie miasteczek, przydrożnych trattoriach i wszędobylskich winnicach. Pierwsze winiarnie powstały w końcu XIX w., jednak prawdziwy rozwój winiarstwa przypada na lata 90. ubiegłego stulecia. Po latach dominacji dużych przemysłowych winiarni skupujących winogrona od licznych drobnych plantatorów i dyktujących srogie warunki zakupu, ci ostatni, korzystając z rosnącego, coraz bardziej wymagającego rynku wewnętrznego szybko wyemancypowali się, budując własne małe winiarnie, i ponownie odkrywając rodzinne tradycje, skupili się wyłącznie na wytwarzaniu win jakościowych. Jak rzadko bywa, duże i małe winiarnie szybko zrozumiały wzajemne zależności i możliwości czerpania z odmiennych doświadczeń. Zgodna współpraca zaowocowała utworzeniem w 2007 r. w centralnej części Serra Gaúcha pierwszego zdefiniowanego geograficznie regionu winiarskiego w Brazylii (i drugiego poza Europą!) – Vale dos Vinhedos. Zwiedzając winną dolinę, mogłem się przekonać o winiarskim boomie ostatnich lat. Duże winiarnie – Salton, Miolo, Casa Valduga, Aurora, są doskonale na wzór nowoświatowy wyekwipowane, dysponują grupami wykształconych (w USA i Europie) enologów, produkują bogate portfolio niezłych win szczepowych na różnych poziomach. Jednak największe przeżycie czekało mnie któregoś popołudnia: Andrea zorganizowała mi trzygodzinną sesję z kilkoma mniejszymi winiarniami. Co pół godziny próbowałem najlepszych win od Dom Cândido, Panceri, Piagentini, Pizzato, Casa Motter i Boscato. Muszę przyznać, że po raz pierwszy przyszło mi stawić czoła testowi 40 win w krótkim czasie i było to doświadczenie z pogranicza bólu. A jeżeli dodam, że sesję uzupełniło wieczorne spotkanie i prezentacja win z najbardziej utytułowanej brazylijskiej winiarni, Lidio Carraro, zrozumiałym staje się, iż ten dzień będę jeszcze długo pamiętał. Ale w pamięci mam także i taką refleksję – wino chyba nigdy nie zostanie odkryte do końca. Zaskoczeniem była wysoka jakość win brazylijskich i ich dużo bardziej „europejski” styl niż znany nam z innych krajów Ameryki Południowej. Tym większe to zaskoczenie, że widoczna była świadoma praca nad jakością win i celowy wybór przez winiarzy takiego właśnie stylu. Szkoda tylko, że ceny tych win są bardzo wysokie w porównaniu do Hiszpanii, Włoch, a nawet Francji. Jest to jednak symptom szerszego zjawiska, o czym, mam nadzieję, uda mi się wkrótce napisać parę słów.