Czym zaskoczy nas jeszcze Ferran?
Niektórzy porównują wizytę w hiszpańskiej El Bulli do kulinarnej nirwany. W tej kuchni chodzi o zabawę i wywołanie emocji. Kolacja jest jak wizyta w teatrze na spektaklu, podczas którego Ferran AdriÀ, szef kuchni, prezentuje swoje dzieła sztuki.
Restauracja wygląda niepozornie. Tradycyjna elegancja. Białe obrusy, proste szkło, zasłony w kwiatki. Nie dość, że usytuowana jest z dala od wielkiego miasta – w Roses na Costa Brava, ok. 160 km na północ od Barcelony, to jeszcze jest otwarta tylko od kwietnia do września. Jedzie się tu krętymi górskimi drogami ponad dwie godziny. Na stolik czeka się miesiącami. Do restauracji przychodzi rocznie ponad 2 mln próśb o rezerwację. Potwierdzenie otrzymuje zaledwie 5 tys. szczęśliwców. Wśród nich my, czyli ośmiu przedstawicieli elitarnej Akademii Gastronomicznej (akademia rekomenduje restauracje do gwiazdek Michelina). Z tą różnicą, że my nie musieliśmy tak długo czekać. Ferran od dawna chciał nas zaprosić do miejsca, gdzie zrodził się pomysł na kuchnię molekularną. Zresztą to właśnie sam prezydent Akademii Gastronomicznej, Anson, który jest dobrym przyjacielem hiszpańskiego mistrza, pomógł mu rozsławić kuchnię molekularną na świecie. A żeby zrozumieć, jak smakuje mojito w formie sandwicza, kawior z melona czy znikające ravioli, trzeba tam pojechać osobiście. Na przywitanie zaserwowano nam ekscentryczny aperitif, czyli pina coladę w formie waty cukrowej na serwetce; w środku był rozkruszony lód i likier kokosowy w kulkach. Po raz pierwszy w życiu jadłam drinka. Wprawdzie koszt składającego się z 48 dań menu degustacyjnego na jedną osobę to niemały wydatek, bo ponad 300 euro, ale warto, bo to prawdziwa przygoda. Konsumpcję zaczęliśmy wieczorem, a skończyliśmy nad ranem. Po 24. daniu, czyli gdzieś w połowie, ma się dość, no ale cóż, trzeba dalej próbować, tym bardziej że z każdym daniem jest ciekawiej i bardziej kolorowo na talerzu. No i jak tu nie spróbować kawioru z orzechów czy risotto z czarnych porzeczek w sosie mięsnym? Tego rodzaju kulinarne zabawki, zaskakujące smakoszy połączeniem niepasujących do siebie faktur, kształtów i smaków, to domena kuchni molekularnej, w której do uzyskania pożądanych efektów wykorzystuje się techniki rodem z fizycznych i chemicznych laboratoriów. Idealny gość nie przychodzi tu, żeby jeść, ale żeby wziąć udział w eksperymencie. Ferran Adrià jest przecież papieżem kulinarnego świata. Trendsetter, wizjoner, świetny kucharz i naukowiec w jednym. Wzorują się na nim szefowie kuchni najlepszych restauracji. Jest wynalazcą m.in. „piany kulinarnej” – sposobu podawania potrawy w formie pianki powstałej z danego składnika (mięso, kawa, grzyby czy buraki) i podtlenku azotu. Już niedługo, bo w sierpniu tego roku, restauracja El Bulli kończy działalność. Jej miejsce zajmie Fundacja El Bulli – organizacja non profit mająca na celu wspieranie i rozwój wiedzy kulinarnej. Marzena Rowicka